poniedziałek, 2 lipca 2012

16. You've made my day

Od autora: Nie wiem o co chodzi z tymi białymi fragmentami. Starałam się coś z nimi zrobić, ale mimo najszczerszych starań, nie udało się. Zmieniłam, więc czcionkę na czarną, żebyście nie musieli zaznaczać tekstu. Miłego czytania. ;3

     Claudia wyszła spod prysznica i dokładnie wytarła się ręcznikiem. Było jej cieplej, chociaż wciąż jeszcze zimno. Ubrała koszulkę ukochanego, która zakrywała jej tyłek i kawałek uda. Oprócz tego miała na sobie dolną część bielizny, jego bluzę i ciepłe skarpetki. Rozczesała szczotką włosy, zmyła resztki makijażu i z gęsią skórką, nadal zdobiącą jej ciało, opuściła łazienkę.
     Otworzyła drzwi sypialni Kellana i dostrzegła go wyglądającego przez okno. Uśmiechnął się do dziewczyny i wskazał podbródkiem stolik, znajdujący się niedaleko niego. Stał na nim duży, czerwony kubek, z którego wydobywała się para. Clearvage o mały włos nie poparzyła się, gdy chwytała naczynie. W środku było mleko. Wzięła łyk, nie zważając na gorącą temperaturę napoju. Chłopak w tym czasie zabrał od niej mokre ubrania, powiesił je na kaloryferze i wyciągnął ze swojej, nierozpakowanej jeszcze torby listek tabletek. Kilka z nich znalazło się w jego w ręce, aby potem przenieść się na zimną, damską dłoń.
- Witaminy. Jedz na zdrowie - powiedział brunet, siadając na jednym z foteli przy stoliku.
     Claudia bez wahania połknęła pigułki. Wiedziała, że co ją nie zabije, to ją wzmocni, a ukochany na pewno nie podałby jej czegoś co mogłoby okazać się zgubne.
     Przez chwilę siedzieli w absolutnym milczeniu. Jedynymi słyszalnymi dźwiękami było chrapanie zza ściany i ich miarowe oddechy. Dziewczyna rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu zegarka. Nigdzie jednak nie mogła go dojrzeć. Zauważyła, leżący na stoliku za nią smartphone Kellana.
- Która jest godzina? - zapytała jakby samą siebie i wzięła do ręki urządzenie.
     Spotkało się to z wyraźnym protestem bruneta, ale było na niego już za późno. Brown wstrzymał oddech, gdy Clearvage nacisnęła srebrny przycisk u góry Iphone'a. Nie wiedział jak zareaguje widząc siebie na pierwszym planie. Skrzydłowy Best Crew nie usunął jej stamtąd.. Miał sentyment do uśmiechniętej twarzy Claudii i trzymanej w dłoniach małej kartki z napisem 'You made my day'. Parę miesięcy wcześniej wysłała mu to zdjęcie z życzeniami dobrej nocy.
      Ku uciesze Kellana, Claudia szeroko się uśmiechnęła. Zrobiło jej się naprawdę miło. Wcześniej podejrzewała, że nie mógł pogodzić się z ich rozstaniem, teraz jednak była tego pewna. Właśnie przypomniało jej się, że ona przecież też nie zrezygnowała z wizerunku mięśniaka na pulpicie telefonu. W tej chwili nawet na niego nie spojrzała. Odnalazła wzrokiem torbę i podchodząc do niej, wyjęła z wnętrza Iphone'a w oryginalnej obudowie w kształcie małej, czerwono- czarnej kasety. Skierowała się w stronę bruneta. Podała mu urządzenie, po czym bez ostrzeżenia okrakiem usiadła na kolanach Browna, przodem do niego. W chwili, gdy twarz chłopaka została oświetlona przez światło bijące od telefonu, Clearvage dostrzegła ulgę w jego oczach. Patrząc na nią, ponownie się uśmiechnął. Nic nie mówiąc oburącz objął dziewczynę w pasie i przyciągnął do siebie. Brunetka pogłaskała rękoma jego policzki i nie ściągając z nich dłoni, naparła ustami na wargi Kellana. Nie musiała czekać na jego odzew. Całowali się czule, z każdą sekundą coraz bardziej się pragnąc. To był jeden z ich najbardziej natarczywych pocałunków.
     W tej chwili uzmysłowili sobie czym tak naprawdę są. Parą nastolatków, zakochanych w sobie bez pamięci, nie umiejących żyć bez tej drugiej osoby, dla której byliby w stanie zrobić wszystko. Zostali uwięzieni w tym niesamowitym uczuciu i nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek chcieliby się uwolnić.
     Brown wsunął ręce pod koszulkę Claudii i głaskając jej plecy jeszcze bardziej ją do siebie zbliżył. Czuł jak po ciele ukochanej przechodzi dreszcz. Jeden z kącików jego ust uniósł się do góry w łobuzerskim uśmiechu. Już zdążył zapomnieć, że tak na nią działa. Przeniósł dłonie na szczupłą talię dziewczyny, ona natomiast obejmowała teraz jego szyję. Gdy chłopak wodził rękami po jej biodrach uniosła się do góry, bo w tym miejscu miała gilgotki. Kellan korzystając z okazji zszedł ustami na szyję Clearvage. Czule ją całował, w międzyczasie, ściągając swoją koszulkę z brunetki.
    Wszystko to działo się bardzo szybko. Para była spragniona siebie, a tęsknota dała im się we znaki. Brown złapał Claudię pod pośladkami i wstał z fotela. Ona kurczowo obejmowała jego szyję, a ich usta ponownie połączyły się w pocałunku. Obydwoje wiedzieli, jak zakończą dzisiejsze spotkanie i było im z tym niewyobrażalnie dobrze. Dziewczyna skrzyżowała stopy z tyłu, u dołu pleców mięśniaka. Ten kierując swoje kroki ku średniej wielkości łóżku, celowo, zahaczył łokciem o wyłącznik światła. Podchodząc do posłania, delikatnie położył ukochaną na pościeli, a sam spoczął nad nią. Clearvage błądziła rękami po jego plecach, aby potem wsunąć dłonie pod bokserki chłopaka i zsunąć je z niego razem ze spodniami. Jej ciało zalała fala gorąca. Spojrzała na Kellana, który wytyczał właśnie wargami drogę od jej żuchwy przez szyję i obojczyki aż do piersi. Tam zatrzymał się trochę dłużej. Czule pieścił ustami biust ukochanej, tym samym doprowadzając ją do szaleństwa. Dziewczyna jęknęła. Zrobiła to cicho, jednak przejęła się faktem, że ktoś mógłby ją usłyszeć. Jej policzek oblał się rumieńcem. Brunet nie był w stanie tego zobaczyć, ale był przekonany, że ukochana się czerwieni. Prawie niesłyszalnie roześmiał się i w żartobliwym geście przyłożył dłoń do ust dziewczyny. Ona zostawiła na niej wilgotny ślad po pocałunku.
   Nagle Claudia poczuła się nieswojo. Uświadomiła sobie, że para nie jest w domu sama i w każdej chwili ktoś mógłby zobaczyć ich w najbardziej intymnej sytuacji. Przeszło jej nawet przez myśl, żeby zakończyć tą piękną chwilę, jednak od razu się za to skarciła. Pożądanie wzięło nad nią górę. Za dużo czasu czekała na Browna.
    Zmierzwiła dłońmi jego włosy, gdy ten pocałował ją w podbrzusze, równocześnie, pozbawiając ostatniej części garderoby. Po wilgotnym śladzie swoich ust, wrócił do twarzy dziewczyny. Porozumiewawczo spojrzał w jej oczy i muskając wargami czoło brunetki jednym, szybkim ruchem sprawił, że ich ciała stały się jednością. Tęsknił za tym, chociaż seks był tylko dodatkiem do ich udanego związku. Nie był najważniejszy, ale niesamowicie zbliżał do siebie parę. Sprawiał, że byli sobie jeszcze bardziej oddani  i zdecydowanie pogłębiał ich uczucie, przy okazji dając dużo przyjemności.
   Ruchy chłopaka były płynne i nie za szybkie, mianowicie chciał przedłużyć ten moment najbardziej jak się da.
   Claudia zamknęła oczy skupiając się na odbieraniu przyjemnych bodźców. Napawała się bliskością Kellana, bo było jej niezmiernie dobrze. Położyła dłonie na jego plecach, aby następnie, głaskając je przenieś ręce na gładką skórę pośladków bruneta. Na policzku czuła jego przyspieszony, ciepły oddech. Ona również nie oddychała miarowo. Oprócz tego serce biło jej w szybszym tempie. Wszystko to spowodowane podnieceniem, jakie odczuwała.
     Czując nadchodzące spełnienie, cicho mruknęła i odchyliła głowę do tyłu. Ukochany, widząc to, zaczął ruszać się trochę szybciej. Przeniósł pocałunki na jej nagą szyję, chociaż najchętniej wpiłby się teraz w jej wargi.
     Nagle para usłyszała szum spuszczanej w toalecie wody. Claudia lekko się przestraszyła, ale mimo tego, niezadowolenie zagościło na jej twarzy, gdy Brown na chwilę spoczął w bezruchu. Zaczęli nasłuchiwać. Dziewczyna czuła jednak niedosyt i miała żal do ukochanego, że przerwał stosunek w takim momencie.
- Nie.. -  niemalże niesłyszalnie zaprotestowała, przyjmując błagalny ton głosu i wypuszczając nadmiar powietrza z płuc. Przejechała dłońmi po jego plecach i skrzyżowała stopy u ich dołu, chcąc zmusić go do ponownego poruszenia biodrami. Zapewne, nie zachowałaby się w ten sposób,  gdyby tak bardzo nie tęskniła za Kellanem. On pocałował ją w policzek i zrobił to o co prosiła.  
- Ćśśśś - wyszeptał prosto do jej ucha, chociaż jemu również trudno było się opanować.
     W końcu dla obojga nadeszło długo wyczekiwane spełnienie. Dziewczyna jęknęła przeciągle ostatni raz, ale tym razem zrobiła to naprawdę cicho. Brunet opadł na miejsce obok niej. Przez chwilę w całym pomieszczeniu usłyszeć można było tylko ich przyśpieszone oddechy, które obydwoje starali się uspokoić. Brown okrył kołdrą siebie i ukochaną, po czym leżąc na boku mocno ją przytulił. Ta, obrócona w jego stronę, przyłożyła dłoń do wilgotnego policzka chłopaka. W pokoju było ciemno, jednak księżyc, wpadający do środka przez okno, lekko ich oświetlał. Spojrzała w oczy Kellana i pierwszy raz dzisiejszego dnia znalazła powód, aby czule się uśmiechnąć. On odwzajemnił ten gest. Odgarnął delikatnie posklejane potem włosy z jej twarzy i pocałował w czoło. Ich nogi splotły się między sobą. Brunetka, zsunęła się delikatnie w dół i wtuliła w jego ciepły tors. Ten objął ją jeszcze mocniej i dłońmi głaskał po plecach. Zawsze ją to uspokajało i sprawiało, że dużo szybciej zasypiała. Brown wdychał słodki zapach ukochanej, który tak bardzo uwielbiał. Nie było jej już zimno. Ciepło bijące od chłopaka udzielało się Claudii.. Wiedząc, że teraz nie musi się już niczym martwić, znajdując ukojenie w silnych, męskich ramionach, zapewniających jej bezpieczeństwo, zasnęła.
    Powiedzieli sobie wszystko, choć nie padło ani jedno słowo.

    Kellan, mimo męczącego meczu rozegranego poprzedniego dnia , nie spał całą noc. Miał w głowie natłok myśli, które nie pozwalały mu na chociażby chwilę snu. Zastanawiał się, co takiego przydarzyło się Clearvage. Martwił się o nią. Myślał praktycznie o wszystkim. Najbardziej prawdopodobne wydało mu się, że dziewczyna miała jakieś niepowodzenie na planie filmowym albo, że ktoś ją skrzywdził. Nie chciałby być w skórze osoby, która by to zrobiła. 
    Chłopak odnalazł dłonią zegarek na rękę, który zawiesił na ramie łóżka. 6.32. Ukochana, której w tej chwili widział czubek głowy, ramię obejmujące całą jego klatkę piersiową i kawałek nagich pleców, była zmęczona i pewnie nie zamierzała wcześnie wstać. Musiał czekać aż się obudzi, bo nawet gdyby chciał opuścić posłanie, rzeczą niemożliwą byłoby zrobienie tego bez zbudzenia Clearvage. Przez noc przybrali taką pozycję, w której, owszem było im dobrze, ale gdyby któreś z nich wykonało większy ruch to drugie z pewnością by to poczuło. Dziewczyna leżała na boku, wtulona w pierś Kellana i oparta głową o jego wyciągniętą rękę, która zdążyła mu już zdrętwieć. Ich nogi nadal splecione były między sobą. W tej sytuacji brunet zmuszony był leżeć w bezruchu przez kilka, kolejnych godzin, chociaż za nic na świecie z nikim by się nie zamienił. Cieszył się, że ukochana znowu przy nim jest. Głaskał ją po plecach i włosach, co od czasu do czasu, wywoływało u niej gęsią skórkę. 
    Wtem usłyszał pukanie do drzwi. Gość nie był cichy, co zirytowało Browna, którego dziewczynę mógłby wyrwać ze snu, ale ta nawet nie drgnęła. Kellan nie odezwał się, jednak po chwili w drzwiach stanął Chuck- jego kuzyn, a zarazem najlepszy przyjaciel. Zapalił światło i ze zdumieniem rozejrzał się po pokoju. Na podłodze porozwalane były ubrania. Chłopak przeniósł wzrok na mrużącego oczy bruneta i jego towarzyszkę- brunetkę, w której rozpoznał Claudię. Nie ukrywał zdziwienia. Mięśniak nic nie powiedział mu o jej wizycie.  
- Zgaś to, głupku.
 Wykonał prośbę skrzydłowego Best Crew, który właśnie intuicyjnie, jeszcze bardziej naciągnął kołdrę na nagą dziewczynę. 
- Co ona tu robi? - szatyn usiadł na fotelu, znajdującym się niedaleko łóżka i zapalił małą lampkę stojącą na stoliku. Wtedy uświadomił sobie jeszcze jedną, ważną rzecz, o której zdecydowanie wolałby zapomnieć. - Czy... jak ja spałem tam....- wskazał ręką miejsce, gdzie znajdował się kolejny pokój. Wyglądał na zszokowanego. - za tą cienką, kruchą ścianą to wy tutaj... - mówił jakby sam do siebie i dłońmi wykonał kołowrotek. - Czuję się zgorszony - dodał, a Brown roześmiał się.  
- A może zazdrosny? Jeśli chcesz to pogadam z Claudią i następnym razem będziesz mógł do nas dołączyć... - zażartował brunet i  widząc zdegustowaną minę swojego kuzyna, zaśmiał się jeszcze głośniej. Zrobił to chyba aż za głośno, bo poczuł jak leżąca na nim ukochana poruszyła się. 


    Clearvage nigdy nie miała mocnego snu. Teraz wyrwał ją z niego głos Kellana. Nie była pewna czy mówił sam do siebie, czy do kogoś albo czy przypadkiem jej się to nie przyśniło. Poruszyła nogami i podniosła głowę, którą skierowała w stronę, gdzie powinien znajdować się Brown. Czuła go pod sobą, ale jeszcze to do niej nie dotarło.
- Kellie? - spróbowała otworzyć oczy, ale momentalnie je zamknęła. Nieproszone światło próbowało przebić się do jej źrenic. Ktoś cicho się śmiejąc odgarnął włosy z jej twarzy.  
- Jestem tu, skarbie - usłyszała ukochanego i od razu ponownie oparła głowę o jego pierś. Tyle jej w zupełności wystarczyło. Nadal była bardzo zmęczona. W jego obecności mogła po prostu spać dalej i niczego nie musiała się obawiać.  
   Coś jej, jednak nie pasowało. Wyczuwała kogoś jeszcze. Zaspanym głosem zapytała czy są w pokoju sami. W odpowiedzi do jej uszu wdarł się cichy śmiech. Dobrze go znała.
- Chuck, idź stąd - poprosiła i ściągnęła rękę z torsu bruneta. Odchylając ją w tył zaczęła wymachiwać dłonią w bliżej nieokreślonym kierunku.- Pogadamy potem - dodała.
- Co z naszym snowboardem? - rzucił przyjaciel pary w stronę mięśniaka i wstał z fotela, zupełnie ignorując jego partnerkę.
- Sorry, stary. Są sprawy ważne i ważniejsze - to mówiąc, Brown pocałował ukochaną we włosy i wzruszył ramionami. Następną rzeczą, jaką para usłyszała było głośne westchnięcie i odgłos zamykanych drzwi. Zostali sami.
     Dziewczyna ponownie przytuliła się do Kellana i próbowała zasnąć. Chłopak chcąc jej to ułatwić, głaskał Clearvage po plecach. Tym razem nie pomogło nawet to. Brunetka podsunęła się kawałek do góry i twarzą wtulona była teraz w jego szyję. Czuła się odrobinę lepiej niż poprzedniego dnia. Przede wszystkim jej umysł był trzeźwy i nie działał pod wpływem emocji. Mimo tego, na razie, nie chciała zastanawiać się nad sobą. Miała do zrobienia coś ważniejszego, chociaż wcale nie miała na to ochoty.
- Przepraszam, że nie przyszłam na mecz - odezwała się, przerywając panującą wokół ciszę i cmoknęła obojczyk mięśniaka.
    Naprawdę było jej głupio z tego powodu. Do tej pory nie opuściła żadnych jego rozgrywek. Miała wrażenie, że go zawiodła, jednak zmieniła zdanie, gdy chłopak serdecznie się roześmiał.
- Jesteś niesamowita. Przyleciałaś tutaj w środku nocy, w letnich ciuchach tylko po to, żeby mnie za to przeprosić? - zapytał z niedowierzaniem. - Brakowało mi cię tam i przez poprzedni miesiąc, ale masz swoje życie i swoją karierę. Nie możesz tak bardzo przejmować się mną - pogłaskał dłonią jej włosy i z zamkniętymi oczami napawał się ich zapachem. - Cieszę się, że teraz jesteś tutaj - oznajmił, podkreślając ostatnie słowo.
    Claudia przeczuwała, że Kellan zareaguje w ten sposób, ale musiała przyznać, że po cichu na to liczyła. Grała na zwłokę. Potrzebowała czasu, żeby odpowiednio ubrać w słowa wydarzenia wczorajszego dnia. Nie miała siły opowiadać wszystkiego ze szczegółami. Rany wciąż były świeże i naprawdę bolały. Dziewczyna westchnęła i jednym tchem wyrzuciła z siebie wszystkie problemy.
   Brunet przez dobre kilka minut zupełnie odłączył się od świata. Starał się spokojnie przetworzyć wszystko, co powiedziała mu ukochana. Nie miał wątpliwości, że cała sytuacja była chora i wcale nie dziwił się, że Clearvage zareagowała w ten sposób. Sam pewnie zachowałby się podobnie. Przytulił ją trochę mocniej, dając do zrozumienia, że jest dla niej wsparciem i nie musi się martwić. Ona nie wiedziała co robić, on tym bardziej. Byli pewni tylko jednego. Cokolwiek by się nie wydarzyło, przejdą przez to razem. 

***
Przepraszam, że tak długo nie dodałam tego rozdziału. Pisałam go już od dawna i cały czas coś zmieniałam. Mam nadzieję, że nie uraziłam nikogo sceną seksu. To w końcu ludzka sprawa i zwieńczenie miłości. ;3
Następny rozdział podejrzewam, że pojawi się pod koniec lipca albo na początku sierpnia z tego względu, że w tym tygodniu wyjeżdżam i trochę mnie nie będzie. Wszystkim czytelnikom życzę udanych wakacji. Pozdrawiam. 



NA BLOGU ZAŁOŻONY ZOSTAŁ SPAMOWNIK. Powiadomienia o NN, blogach itp. zostawiajcie tam.

sobota, 9 czerwca 2012

15. Antidote to the whole ill

- Jesteście popieprzeni! - krzyknęła Claudia, trzaskając głównymi drzwiami swojego domu. Wybiegła na zewnątrz i w pośpiechu wsiadła do samochodu.
     Nie obchodziło ją to, że sprawiła przykrość rodzicom, bo oni skrzywdzili ją jeszcze bardziej. Dziewczyna od samego początku wiedziała, że spotkanie z Bridget może okazać się dla niej wstrząsające, ale nie myślała, że kompletnie zrujnuje jej życie. Znienawidziła przyjaciółkę, znienawidziła Sophie, znienawidziła swoich rodziców.
     Wszystko zaczęło się od szokującego wyznania Bee. Przespała się z ojcem Clearvage. Nie była w stanie powiedzieć dlaczego. Szukała miłości po tym jak zerwał z nią chłopak? Zainteresowania? Było jej tak cholernie wstyd, że przez ten fakt chciała popełnić samobójstwo. Przy Claudii jednak nie wykazywała żadnej skruchy. Nie było jej nawet głupio. Być może właśnie przez to brunetka wpadła w szał. Krzyczała na przyjaciółkę, nie zważając na fakt, że nie jest u siebie. Miała do niej ogromny żal o to, że przez nią rozpadnie się małżeństwo jej rodziców, że nie będą już szczęśliwą rodziną. Oberwało się również Sophie, które od początku o wszystkim wiedziała, ale nie raczyła powiedzieć o tym chociażby ukochanej Kellana. Dziewczyna doszła do wniosku, że przez kilkanaście lat przyjaźniła się z najbardziej fałszywymi osobami pod słońcem.
     Mimo wszystko najgorsze czekało na nią w domu. Brunetka długo zastanawiała się czy tam wrócić. Wróciła, ale zupełnie nie wiedziała co robić. Zbesztać ojca? Powiedzieć o wszystkim matce? Była bezradna. Najpierw chciała porozmawiać ze swoim bratem, jednak targały nią emocje. Sytuacja wyjaśniła się szybciej niż myślała. Jej rodzice byli w zmowie z Bridget. Dokładnie umówili się, kiedy będzie miała poinformować o wszystkim, niczego nieświadomą przyjaciółkę. Claudia wściekła się jeszcze bardziej. Doskonale wiedziała dlaczego. Najzwyczajniej w świecie ją oszukali .
     Wbrew wszystkiemu największe pretensje miała jednak do matki. Wiedziała o zdradzie męża i jak gdyby nigdy nic wybaczyła mu. Ten fakt chyba najbardziej zabolał córkę państwa Clearvage. Zawsze uważała swoją rodzicielkę za silną kobietę, dla której zdrada jest czymś obrzydliwym i niewybaczalnym. Niestety okazało się, że nie.
     Ze szczęściem małżeńskim rodziców dziewczyny umarła również jej wiara w wierność do grobowej deski i autorytet, jakim ich darzyła. Ich małżeństwo wydawało jej się czymś niepodważalnym i zawsze stawiała je sobie za wzór. Miała nadzieję, że jak kiedyś wyjdzie za mąż założy równie szczęśliwą rodzinę. Teraz z całej siły się tego wypierała.
     Claudia spojrzała na zegarek. Zbliżała się 22. No nic - pomyślała i z ciężko bijącym sercem wybrała odpowiedni numer. Tylko na niego tak naprawdę mogła liczyć. Nigdy jej nie zawiódł i miała nadzieję, że tym razem też tak będzie. Wstrzymała oddech, gdy po drugiej stronie w słuchawce usłyszała roześmianego chłopaka.
- Kellan? - starała się przyjąć normalny ton głosu, jednak z całą pewnością jej się nie udało.
- Tak mam na imię - odparł, jednak miał wrażenie, że Clearvage nie miała ochoty na żarty.
     Znał ją na wylot. Wiedział, kiedy ma zły humor, kiedy lepiej się do niej nie odzywać, a kiedy właśnie wszystko czego chce to jego bliskość i wsparcie. Potrafił wyczuć to chociażby słysząc w jaki sposób do niego mówi.
- Coś się stało? - zapytał troskliwie, chociaż zrobił to raczej z grzeczności.
     Był przekonany, że coś jest nie tak. Wyszedł z salonu, w którym aktualnie się znajdował. Zostawił rodzinę przy stole i  skierował się do łazienki, aby mieć możliwość rozmowy w cichym i spokojnym miejscu, gdzie nikt nie będzie mu przeszkadzał. Usłyszał jak ukochana ciężko wzdycha.
- Wiem, że chciałeś ode mnie odpocząć, mieć trochę spokoju i być może masz mnie dość, ale nie wiem, co ze sobą zrobić...
- Gdzie jesteś? - przerwał jej, bo nie chciał dalej słuchać głupstw, o których mówiła.
Żałował ich rozstania najbardziej na świecie i nawet przez myśl nie przeszło mu, że mógłby 'mieć jej dość'.
- W stanie Kalifornia, w Beverly Hills, przy lotnisku. A ty? - odrzekła dziewczyna i dopiero wtedy przypomniało jej się coś, o czym wcześniej zupełnie zapomniała. Przecież Brown wyjechał na snowboardowe szaleństwo. Przez tydzień nie będzie go w 90210. Claudii zrobiło się wstyd, że zatruwa mu życie podczas, gdy on chciał odpocząć od codzienności. Być może także od niej.
- W stanie Utah, w Salt Lake City, w domu mojego brata, ale już niedługo. Przylecę do ciebie. Sprawdzę, o której mam najbliższy samolot i oddzwonię - oznajmił brunet i w myślach już zaczął się pakować. Zrobił listę rzeczy, które zdążył rozpakować i, o których musiał pamiętać. Ukochana jak zwykle była dla niego najważniejsza.
- Nie, nie, nie, nie, nie - niejednokrotnie zaprzeczyła Claudia, plując sobie w brodę, że do niego zadzwoniła. - Nigdzie nie leć. W sumie... Nic się nie stało. Nie przejmuj się mną. Jakoś sobie poradzę. Chciałeś jeździć to jeździj. Spotkamy się za tydzień. Wtedy ci wszystko opowiem - dziewczyna sama nie wiedziała co wyszło z plątaniny jej słów. Gdyby Kellan opuścił rodzinne SLC miałaby wyrzuty sumienia, że przez nią zrezygnował z planów. Głos znowu jej się trząsł. Wiedziała, że nie umknie to uwadze chłopaka.
- Nie dzwoniłabyś do mnie o tej porze, gdyby nic się nie stało. Nie mówiąc o tym, że nie utrzymywaliśmy kontaktu od prawie miesiąca. Gdyby była to jakaś błahostka z pewnością nie rozmawiałabyś teraz właśnie ze mną - Brown westchnął, dając sobie trochę czasu do namysłu. - Okej. Mimo wszystko wątpię, że mógłbym cię przekonać, więc przyleć do mnie. Spodoba ci się tu. Nauczę cię jeździć na desce. Spotkasz się z Chuckiem. Tylko, że nie wyjadę po ciebie na lotnisko, bo byliśmy dzisiaj na mieście no i... nie mogę. Weź taksówkę. Smsem wyślę ci adres.
     Dziewczyna dłuższą chwilę zastanawiała się zanim podjęła decyzję o podróży. Znajdowała się w naprawdę podbramkowej sytuacji i potrzebowała w tej chwili spotkania z Kellanem. Wsparcia i pomocy w rozwiązaniu problemów. Tylko jemu ufała w stu procentach i tylko on mógł jej to dać.
     Clearvage zaparkowała auto na strzeżonym parkingu. Nie miała ze sobą żadnych rzeczy, oprócz tych znajdujących się w torbie, którą zawsze woziła ze sobą na wypadek nocowania u Kellana. Gdy jeszcze byli razem, często zdarzało jej się podejmować spontaniczne decyzję o nocy spędzonej w ramionach ukochanego. Miała w niej piżamę, dwie pary bielizny, ręcznik, szczoteczkę do zębów i szczotkę do włosów. Nie wiedziała kiedy wróci do Beverly Hills. Była jednak przekonana, że to ostatnia rzecz, której chciała. Wyciągnęła z bagażnika torbę i skierowała się w kierunku wejścia do terminalu. Na dworze było około 20 stopni. Jak na warunki pogodowe w Kalifornii była dobrze ubrana. Jeansowa kurtka z szarym, materiałowym kapturem, biały, bawełniany top na ramiączkach, obcisłe, szare spodnie i czarne trampki. Nie miała przy sobie nic cieplejszego, ale wtedy nie wpadło jej do głowy, że w stanie, do którego się wybiera jest aktualnie surowa zima.
     Gdyby Claudia znalazła się przy tablicy z odlotami kilka minut później, mogłoby się okazać, że ukochanego spotka dopiero następnego dnia. Mianowicie najbliższy samolot do Salt Lake City odlatywał o 23:15 czyli za równą godzinę. Odprawa natomiast kończyła się za 10 minut, a dziewczyna nie miała jeszcze nawet biletu. Najszybciej jak mogła pobiegła do kasy. Na szczęście nie było kolejki i zostało jedno, jedyne, wolne miejsce. Wykupiła owe siedzenie i nie czekając na 'resztę' ruszyła ku odprawie bagażowej. Nie zajęło jej to dużo czasu. Za chwilę była już przy schodkach prowadzących na pokład samolotu. Miejsce brunetki znajdowało się od okna, z tyłu maszyny. Cieszyła się, bo lubiła widzieć, gdzie leci. Obok niej siedziała starsza pani z mężem. Trzymali się 'pod rękę' i wyglądali na szczęśliwych. Dziewczynie od razu przypomnieli się rodzice. Oni już raczej nie będą tacy szczęśliwi. No chyba, że jej matka chociaż trochę zmądrzeje, ale na to się nie zanosiło. Miała do niej żal, że wybaczyła ojcu zdradę, ale to jej sprawa. Clearvage nie chciała się mieszać. Była jednak pewna, że nie wróci już do domu.
     Zaraz po odlocie ukochana Kellana włożyła w uszy słuchawki i starała się zasnąć. Była baaardzo zmęczona. Tyle wrażeń na jeden dzień to zdecydowanie za dużo dla niespełna 18 latki. Przecież jestem tylko człowiekiem - pomyślała. Sen jednak nie przychodził. Miała w głowie natłok myśli i nijak nie mogła sobie z nimi poradzić. Jej życie legło w gruzach- przynajmniej tak myślała. Nie płakała. Mimo tylu sprzeciwności losu, nie zapłakała dzisiaj ani razu. Dusiła emocje w sobie. Na razie nie mogła pozwolić sobie na ich uzewnętrznianie. Nie teraz, nie tutaj, nie przy tych wszystkich obcych ludziach. Płacz był oznaką bezradności i słabości, ale czy przypadkiem nie tak właśnie się czuła? Bezradna, słaba, zdradzona przez bliskim, którym przecież ufała? Z niecierpliwością czekała na spotkanie z Brownem. Zawsze był dla niej lekiem na całe zło.
Brunetka przebudziła się, gdy z głośników rozbrzmiał ciepły głos stewardessy:
- Dziękujemy państwu za wybranie naszych linii. Prosimy o zabranie bagażu i opuszczeniu pokładu. Życzymy mile spędzonego czasu.
     Claudia zanim wstała z miejsca wyjrzała przez okno i doznała szoku. Aż wgniotło ją w siedzenie. Na dworze  pokrywa śnieżna miała około metra. Oprócz tego cały czas padał śnieg. Dziewczyna widziała jak reszta pasażerów zakłada na siebie kurtki i płaszcze, ona jednak zupełnie zapomniała o tym, że w Salt Lake City jest tak zimno. Idiotka. Pusta kretynka- skarciła się w myślach i ściągając bagaż z półki zapięła jenasową kurtkę i założyła kaptur na głowę. Wysiadając z samolotu aż otrzepało ją z zimna. Był mróz. Conajmniej kilka stopni poniżej zera. Szybko przeszła odcinek między maszyną, a terminalem i odetchnęła z ulgą, gdy z jej ust przestała wydobywać się para przy każdym oddechu. Odnalazła w kieszeni smartfona i starała się wystukać wiadomość. Miała jednak tak zimne palce, że ekran nie chciał działać pod ich wpływem. Musiała chuchać na palec i dopiero potem szybko przykładała je do Iphone'a. Po kilku minutach starań udało się. Brown otrzymał smsa, w którym poinformowany został, że ukochana jest już w Utah. Spojrzała na zegarek. Zbliżała się 1:00. Głupio zrobiło jej się z powodu godziny odwiedzin i przez chwilę zastanawiała się nawet czy może nie przenocować dzisiaj w hotelu, a z chłopakiem spotkać się dopiero popołudniu. Uznała to jednak za głupi pomysł, bo wiedziała, że skrzydłowy Best Crew czeka na nią.
Brunetka wyszła przed lotnisko. Śnieżyca. Czuła jak cała drży. Gęsia skórka 'zdobiła' każdy skrawek jej ciała. Płatki śniegu moczyły jej włosy i ubrania. Jedyny plusem był fakt, że złapała pierwszą taksówkę, która przyjechała. Kierowca widząc ją zażartował, że napewno jest z Kalifornii i podkręcił ogrzewanie. Z życzliwości zaśmiała się i musiała przyznać mu rację. Trzęsąca się z zimna ręką ponownie odblokowała telefon i podała cel podróży. Nie jechali długo. Po upływie 15 minut podjechali pod duży, zadbany dom. Elewacja została pomalowana na ciepły, beżowy kolor, a okna przestronne i duże. W żadnym z nich nie paliło się światło. Clearvage zapłaciła za taksówkę i ponownie znalazła się na mrozie, przeszywającym ją do szpiku kości. Stała przed mosiężnym, ozdobnym ogrodzeniem. Oddzielał on chodnik od ogrodu, który w lato zapewne był przepiękny, teraz jednak wszystko w nim zdobiła biała, śnieżna pokrywa. Brunetka była cała mokra. Trzęsła się z zimna, a jej szczęki zachowywały się tak głośno, że miała wrażenie, że obudzi wszystkich sąsiadów. Wyciągnęła telefon i zadzwoniła do Kellana. Nie chciała dzwonić głównym dzwonkiem w obawie przed wyrwaniem ze snu rodziny chłopaka. Nie odebrał. W jednym z okien natomiast zapaliło się światło, ale zaraz, od razu zgasło. Przez chwilę w domu znowu panowała ciemność. Lampy włączyły się dopiero przy drzwiach wejściowych. W tym samym czasie furtka wydała odgłos świadczący o tym, że można ją pchnąć i przejść do środka posesji. Dziewczyna bez wahania zrobiła to. Przeczuwała, że gdyby trzymała klamkę kilka sekund dłużej, przymarzłaby jej do ręki. Gdy szła wąską, kamienną ścieżką do wejścia w progu domu pojawił się Brown. Miał na sobie jedynie flanelowe, długie spodnie od piżamy w szkocką, bordową kratę, nisko spuszczone na biodrach. Spod nich wystawały bokserki, których gumka dumnie reprezentowała bieliznę Calvina Kleina. Przetarł dłońmi zaspane oczy i zobaczywszy Clearvage, cicho przeklnął.
- Claudia...- wyszeptał. W jego głosie dostrzec można było zdziwienie jak i podziw. On by już zamarzł.
Wszedł do hollu i zdjął z wieszaka swoją, ciepłą bluzę. Boso wyszedł naprzeciw ukochanej, wziął od niej podróżną torbę i okrył suchym ubraniem. Gdy znaleźli się w środku spojrzał na nią, a widok jej sinych ust, bladej jak ściana cery, mokrych włosów, na których końcówkach zaczęły robić się małe sople i mokrych ubrań przeraził go bardziej niż mógłby myśleć. Chwilę stali naprzeciwko siebie, nawzajem lustrując się wzrokiem. W końcu chłopak cicho się zaśmiał.
- Jeszcze nie raz mnie zaskoczysz.
     Dziewczyna uśmiechnęłaby się, gdyby mogła poruszyć wargami. Patrząc na delikatny uśmiech ukochanego i jego zaspane, wesołe oczy, coś w niej pękło. Emocje, które od kilkunastu godzin cały czas w niej narastały w końcu dały o sobie znać. Claudia zbliżyła się do bruneta. Ich spojrzenia spotkały się, a Clearvage poczuła jak po policzkach zaczynają spływać jej łzy. Nie chciała ich, ale też nie miała już siły z nimi walczyć. Brown bez słowa przytulił ją. Nie protestowała. Wtuliła się w jego ciepły, nagi tors. Chłopak był na tyle taktowny, że postanowił nie zadawać pytań. Milczał. Widział jednak, że musiało stać się coś poważnego. Rzadko płakała. Prawie nigdy.
- Ćśśśśś - próbował uspokoić Claudię, zupełnie jak małą dziewczynkę. Dłonią głaskał ją po włosach. Była lodowata. Czuł na sobie jej mokre ubrania, ale mimo tego wciąż trzymał ją w ramionach. Łzy, które od czasu do czasu spływały po jego piersi wywoływały gęsią skórkę na umięśnionym ciele.
Nie wiedział jak długo trwali w uścisku. Kellan odczekał aż ukochana przestanie szlochać. Nie popędzał jej.   Był cierpliwy, jak zawsze. W końcu odsunęła od niego twarz, a on w tym samym momencie ujął ją w dłonie i kciukami starł wilgoć z dolnych powiek brunetki. Jeden kącik jej ust, prawie niewidocznie, uniósł się ku górze, gdy to robił. Dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale Brown na to nie pozwolił.
- Jutro mi o wszystkim opowiesz - powiedział i czule się do niej uśmiechnął. Na ramieniu zawiesił sobie torbę Clearvage i łapiąc ją za rękę, poprowadził schodami do swojej sypialni.
     W domu było ciemno. Claudia nic nie widziała, jednak ufała Kellanowi. Pewnie trzymał jej dłoń, a ona potulnie szła za nim. Gdy poczuła pod stopami płaską podłogę, równą na całej długości usłyszała ciche chrapanie. Browna rozbawił dźwięk wydobywający się zza ściany.On nie chrapał. Przynajmniej nie wtedy, kiedy spali razem.
     Ulżyło jej. Łzy dawały ukojenie i pozwalały pozbyć się wyniszczających od wewnątrz emocji. Nie myślała, że tak po prostu się rozklei, jednak pragnienie rozładowania stresu, który zdążył się w niej nagromadzić, było silniejsze. Cieszyła się, że znalazła oparcie w brunecie. Kolejny raz w jego ramionach znalazła ukojenie, poczucie bezpieczeństwa i zrozumienie, którego teraz tak bardzo potrzebowała.
Po chwili znaleźli się w przestronnym, nowocześnie urządzonym pokoju. Granatowy kolor ścian sprawiał, że dziewczyna nie czuła się w nim przytulnie, jednak, mimo wszystko, podobał jej się. Znajdowała się tam szafa, dwie półki, powieszony w rogu telewizor i dwa skórzane fotele z małym stolikiem. Zaraz obok wejścia stało w miarę duże łóżko z nieułożoną pościelą. Kellan zapewne zasnął czekając na Clearvage. Ukochany przeprosił za rzeczy porozrzucane na podłodze. Wyjaśnił, że nie zdążył posprzątać. Ona nawet ich nie zauważyła.
      Było zimno. Cholernie zimno. Claudia marzła. Trzęsła się, a jej szczęki mimowolnie zgrzytały. Brown zapytał, czy ma ciepłą piżamę, ale gdy ukochana, z niewinnym uśmiechem, pokazała mu dwa, jedwabne skrawki materiału, pomyślał, że następnym razem osobiście ją spakuje. Wyciągnął z szafy ręcznik, swoją koszulkę, skarpetki i jeszcze jedną bluzę. Podał jej rzeczy i wyjaśnił, gdzie znajduje się łazienka.
- Wejdź pod prysznic to chociaż trochę się rozgrzejesz - polecił troskliwie, zamykając za nią drzwi pokoju.

***
Obiecałam lepszy od poprzedniego i mam nadzieję, że taki jest. Miłego czytania, pozdrawiam. :3

niedziela, 3 czerwca 2012

14. I don't know what to do

Claudia wracała do domu po ciężkim dniu na planie serialu. Wszystko, jak zwykle, poszło po jej myśli. Zebrała pochwały od reżysera za swoją grę aktorską i zaproszenie do dalszej współpracy. Mężczyzna nie zdradził szczegółów, ale tym razem miałaby zagrać ‘pierwsze skrzypce’. Otworzyłoby jej to drogę do dalszego rozwijania się i kariery. Była niezmiernie zadowolona i dumna z własnej osoby. Czuła, że dała z siebie wszystko i dobrze wykonała pracę domową. Aktorstwo od zawsze było jej pasją. Już teraz, prawie jako osiemnastolatka, zarobiła kilka tysięcy dolarów, robiąc to co sprawiało jej olbrzymią przyjemność. Miała nadzieję, że w przyszłości również to będzie jej sposób na życie.
Gdy dziewczyna wysiadała z auta, zadzwonił jej telefon. W ostatniej chwili nacisnęła zieloną słuchawkę, nawet nie patrząc kto dzwoni. Po głosie rozpoznała Sophie. Przyjaciółka chciała zdać jej relację z dzisiejszego meczu.   Chłopcy pierwszy raz od dwóch lat wygrali rozgrywki z Wild Ones. Trener, dyrektor i całe trybuny oszaleli. Samych zawodników również rozpierała duma. Dziewczyna nie zapomniała, oczywiście, o tym co Claudię interesowało najbardziej. Ze szczegółami opowiadała o Kellanie, który, jak zwykle, spisał się na medal. Po skończonym pojedynku przyjaciele spotkali się na szkolnym parkingu. Brunet dostał możliwość studiowania we wszystkich czterech collegach. Z opowiadań Sophie wynikało, że jednak wcale nie szalał z radości. Na twarzy malował mu się blady uśmiech, a wzrok cały czas krążył po okolicy. Dziewczynie wydawało się, że 'kogoś' szuka. Oprócz tego zawodnicy w zamian za ciężką pracę dostali tydzień wolnego od nauki i treningów. Dyrektorowi zależało na tym, żeby odpoczęli. Brown postanowił, że razem z Chuckiem wyjedzie do Salt Lake City szaleć na snowboardzie. Claudia nie była zachwycona tym pomysłem, bo mimo rozstania, nie wyobrażała sobie, że nie zobaczy go przez całe 7 dni. Chociaż może to i lepiej. Powinna zacząć przyzwyczajać się do życia bez mięśniaka.
Sophie nagle zmieniła temat. Przypomniało jej się coś naprawdę ważnego. Zanim zadzwoniła do Clearvage odebrała telefon od lekarza Bridget, który prosił, aby obydwie dziewczyny zjawiły się u przyjaciółki. Mianowicie, pierwszy raz do próby samobójczej, B. chciała z nimi porozmawiać. Claudia ponownie przekręciła kluczyki w stacyjce i ruszyła w kierunku zachodniej części miasta. Nie wiedziała co o tym myśleć, ale miała nadzieję, że w końcu dowie się dlaczego przyjaciółka zadzwoniła do niej zanim próbowała się zabić. Brunetka nareszcie przestała obwiniać o to co się stało. W dużej mierze, dzięki Kellanowi.


- Jesteś głupia - powiedział pewnego dnia, wchodząc do pokoju ukochanej. Nie było złośliwości w jego głosie. Mówił raczej z troską.
Dziewczyna leżała na łóżku w pozycji embrionalnej. Próbowała zasnąć, ale sen z powiek spędzała jej, wtedy jeszcze, sprawa Bridget. Nie poszła do szkoły, bo nie miała ochoty na konfrontacje z szeptami uczniów i pytaniami, na które sama nie znała odpowiedzi. 
Chłopak położył się za Claudią, podparł ręką głowę i patrzył na dziewczynę. Nie rozumiał dlaczego aż tak bardzo się zamartwia. W końcu nic nie zrobiła. 
- Dzięki. Zawsze jesteś niezawodny  - odparła brunetka sarkastycznie. - Dlaczego tak myślisz? - zapytała, bo naprawdę obchodziło ją jego zdanie.
- Wiesz, że kobiety próbując popełnić samobójstwo wcale tego nie chcą? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Gdyby, któraś z nich naprawdę chciała się zabić to gwarantuję ci, żeby to zrobiła. One celowo biorą za mało tabletek albo tną się powierzchownie, tylko tak, żeby stracić przytomność. Bridget jest jedną z tych idiotek, które...
Claudia nie mogła pozwolić, żeby mięśniak obrażał B. Nie postąpiła mądrze, ale poniżanie dziewczyny nic by nie zmieniło. Lekko zdenerwowały ją jego słowa.
- Nie mów tak na nią - poprosiła stanowczo.
- To jak mam mówić? Wybacz skarbie, ale właśnie tak odbieram próbę zwrócenia na siebie uwagi przez targnięcie na własne życie. Istnieje milion sposobów, żeby znaleźć się w centrum zainteresowania, a ten który ona wybrała, jak dla mnie, jest wyborem dla kretynów pozbawionych wyobraźni. Posłuchaj- Kellan zbliżył się do ukochanej.
Jego ręka delikatnymi ruchami wędrowała po tyłku, biodrze i nagiej skórze uda Clearvage. Przez chwilę błądził za nią wzrokiem zupełnie zapominając co miał powiedzieć. Szybko się rozkojarzał. Uśmiech zagościł na jego twarzy, gdy poczuł jak po ciele dziewczyny przechodzi dreszcz. Brunetka, chcąc, aby kontynuował wypowiedź i trochę wstydząc się tego, że tak działa na nią dotyk mięśniaka, ujęła jego dłoń w swoją i przekładając rękę Kellana przez siebie, przytuliła ją do piersi. Ich palce splotły się w uścisku.
Brown otrząsnął się i przypomniał co miał do powiedzenia.
- Bridget to skończona egoistka. Sądzisz, że dzwoniąc do ciebie chciała czegoś więcej niż tego, żebyś się o nią martwiła? Ona zupełnie nie pomyślała o tym, że gdyby udało jej się zabić to wszyscy mieliby problemy. Jej rodzice, którzy od tamtej pory byliby nieszczęśliwi i załamani, bo nie wiedzieli co skłoniło córeczkę do tak drastycznego czynu i dlaczego temu nie zapobiegli, Sophie, twoi przyjaciele wzywani na przesłuchania na policję, bo może to jednak nie było samobójstwo, no i oczywiście ty, a co za tym idzie JA, bo jestem tak dobrym chłopakiem, że nie zostawiłbym cię samej.
- Uwielbiam twoją skromność - wtrąciła Claudia i cmoknęła wierzch dłoni bruneta.
Chłopak nie lubił, gdy ktoś nie pozwalał mu dokończyć i przerywał w połowie wypowiedzi. U ukochanej, jednak wcale mu to nie przeszkadzało, bo lubił słuchać, co ma do powiedzenia. Oprócz tego wiedział, że jej samopoczucie ulega zmianie, ponieważ w innym wypadku nie odezwałaby się, tylko cierpliwie przytakiwała i nawet nie słuchała.
- Podsumowując - Kellan odchrząknął - Sądzę, że Bee wybrała twój numer bez większego namysłu. Być może, dlatego, że twoje imię zaczyna się na C i wpisane ma je na początku kontaktów. Przypadek mógł zadecydować o tym, że to właśnie ty teraz leżysz i zamartwiasz się 'co by było gdyby'. Jeśli Bridget naprawdę chciałaby się zabić, zrobiłaby to bez względu na fakt czy odebrałabyś czy nie - mięśniak westchnął i w teatralnym geście przetarł ręką czoło. - Jeszcze nigdy nie mówiłem z takim sensem. Aż się spociłem.
Claudia cicho się roześmiała. Właśnie o to mu chodziło. Był przekonany, że jeśli doprowadzi ją do śmiechu, po części wygra. Gdy miała zły humor zawsze robił coś, żeby, nie mogąc ukryć uśmiechu, szturchnęła go i powiedziała jaki to jest głupi, bo nawet przez chwilę nie może pobyć smutna. Chłopak cieszył się, że tak na nią działa i za nic w świecie nie chciałby tego zmienić. Uwielbiał momenty, w których robił z siebie idiotę, tylko po to, żeby zobaczyć dwa, unoszące się w górę kąciki ust. Oddałby wszystko, żeby już nigdy nie opadły.
- Dlaczego tak bardzo zależy ci na tym, żebym przestała się martwić?- zapytała Clearvage obracając się w stronę Browna i wsuwając kolano między jego uda. Pozwalało jej to na przybranie wygodniejszej pozycji i jeszcze większe zbliżenie do ukochanego, w którego silnych objęciach aktualnie się znajdowała. - Liczysz na seks? - ponownie zadała pytanie z nonszalanckim wyrazem twarzy.
Kellan uśmiechnął się. Zaskoczyła go interpretacja jego myśli przez brunetkę, ale mimo wszystko uznał to za zabawne. Chciał, żeby potraktowała jego słowa poważnie, a nie jako starania o bliskość. Wystarczyło mu jednak, że znacznie się rozweseliła.
- Raczej na to, że nie będziesz myślała tylko o tym jak wykorzystać fakt, że jesteśmy sami, wtedy kiedy będę mówił o czymś ważnym - brunet ponownie westchnął. - Kobiety...- pogłaskał ukochaną po włosach. - Tylko jedno wam w głowie..
Claudii twarz wykrzywił udawany grymas. Wyswobodziła się z uścisku i położyła na plecach. Głowę jednak wciąż miała skierowaną ku mięśniakowi. Lustrowała wzrokiem jego twarz i mimowolnie na ustach zagościł jej uśmiech. Była mu wdzięczna za to, że uciekł ze szkoły i ją odwiedził. Czuła, że podniósł ją na duchu i definitywnie poprawił humor. Umiał wyczuć, kiedy było jej źle i kiedy potrzebowała wsparcia. Ta umiejętność była jedną z wielu, za które tak bardzo go uwielbiała.
- Cieszę się, że do mnie przyszedłeś - odezwała się, zmieniając temat. - Fajnie mieć przystojnego faceta, na którego zawsze można liczyć - wierzchem dłoni pogłaskała policzek ukochanego.
- O każdej porze dnia i nocy - uzupełnił i łapiąc dziewczynę za nadgarstek, odsunął od siebie jej rękę i położył nad nią, wspierając na ramionach. - Pamiętaj, że jak będziesz miała problem, kłopoty, będzie ci nienajlepiej albo cokolwiek to zawsze możesz do mnie przyjść. Nawet jakbyśmy się kiedyś rozstali, w co wątpię. Jeden telefon i przylecę do ciebie z drugiego końca świata, choćbym właśnie grał mecz życia. Zawsze będziesz dla mnie najważniejsza - cmoknął dziewczynę w czoło, a ta oplotła nogami biodra mięśniaka, skrzyżowała stopy u dołu jego pleców i ujęła w dłonie twarz Browna.
- Tak jak ty dla mnie - odparła całkowicie szczerze i podniosła głowę, aby usta pary mogły połączyć się w czułym, a zarazem namiętnym i długim pocałunku.

Uśmiechnęła się wspominając jak dobrze im kiedyś było. Tęskniła za chwilami, w których Kellan za wszelką cenę starał się poprawić jej nastrój. Chociaż nie. Tęskniła za K e l l a n e m.
Claudia po 15 minutach drogi była już u Bridget. Zaparkowała auto na podjeździe, po czym ciężko przełykając ślinę skierowała się ku wejściu do domu Stresowała się faktem, że porozmawia z przyjaciółką pierwszy raz od ponad miesiąca. Miała nadzieję, że wszystko sobie wyjaśnią. Kilka razy uderzyła kołatką w drewniane drzwi. Stanęła nieruchomo oczekując na któregoś z domowników. Zauważyła, że pocą jej się ręce. Szybko wytarła je w jeansowy materiał kurtki i schowała do kieszeni. Minęło kilka minut zanim w drzwiach pojawiła się pani Greene. Clearvage obdarzyła kobietę niepewnym uśmiechem i przywitała się. Ta wpuściła ją do środka i poleciła udanie do pokoju córki. Brunetka szła po schodach, wsłuchując się we własne kroki. Za chwilę miała zobaczyć się z przyjaciółką.. Bała się tego co może usłyszeć. Kładąc rękę na klamce zastanawiała się czy zapukać. Nigdy tego nie robiła. Zawsze w domu państwa Greene czuła się jak u siebie. Mimo wahania otworzyła drzwi bez wcześniejszej zapowiedzi. Bridget siedziała na łóżku ubrana w fioletowy dres. Spojrzała na Claudię wzrokiem nie wyrażającym żadnych emocji. Nie uśmiechnęła się. Nerwowo naciągała rękawy bluzy. Obok niej spoczywała Sophie. Blondynka zupełnie inaczej zareagowała na ukochaną Kellana, chociaż widać było, że jest równie przerażona co jej znajoma.
- Cześć - brunetka przywitała się i usiadła w fotelu naprzeciwko przyjaciółek.
Obydwie od razu odpowiedziały, jednak bez większego entuzjazmu. Clearvage głupio się czuła. Jakby miała do czynienia z zupełnie obcymi jej osobami, a przecież kiedyś były sobie najbliższe.
- Co tam? - zapytała starając się przerwać krępującą ciszę.
Bridget parsknęła, jakby kpiła. Zaczynało się robić naprawdę dziwnie. Zachowywała się jak nie ona.
- Przykro mi, że rozstałaś się z Kellanem. Byliście idealną parą - powiedziała tonem, który dobitnie świadczył o tym, że tak naprawdę ją to nie obchodzi albo wręcz przeciwnie- cieszy się z tego. Była za pewna siebie. Ślepo patrzyła w jakiś punkt za oknem.
- O co ci chodzi? - Claudia poniekąd sprawiała wrażenie oburzonej. Nie rozumiała przyjaciółki i ciężko było jej uwierzył w to, że jest taka zimna w stosunku do niej. Brunetka spojrzała na Sophie, ale ta tylko wzruszyła ramionami w geście bezradności. - Dobrze się czujesz? - dodała, jednak zastanawiała się czy postąpiła w porządku.
- Bywało gorzej - odparła Bridget wciąż na nią nie patrząc. - Pewnie zaraz mnie znienawidzisz, ale chciałabym ci o czymś powiedzieć - oznajmiła oschłym tonem. - Nie przejmuj się, że nie odebrałaś tego telefonu. Odkąd poznałaś Kellana, tylko on się dla ciebie liczy.
Claudia spróbowała powiedzieć coś na swoje usprawiedliwienie, jednak dziewczyna nie dopuściła jej do głosu.
- Nie zaprzeczaj. Wiem, że byłaś wtedy z nim, ale nie mam do ciebie o to pretensji. I tak starałabym się zabić. Różnica polega na tym, że wcześniej dowiedziałabyś się dlaczego.

***

Ten rozdział jest beznadziejny, zero akcji i tak dalej. Następny obiecuję lepszy. Na pewno dużo więcej będzie się działo. Pozdrawiam i dziękuję za czytanie moich wypocin. :3



sobota, 19 maja 2012

13. Nothing has changed


Dziedziniec w West Beverly to miejsce, gdzie dużo uczniów zazwyczaj spędza czas między lekcjami. Słyszy się tam śmiechy, burzliwe rozmowy, rzadko kłótnie. Plac przed szkołą to centrum spotkań przyjaciół i często par, liczących na odrobinę prywatności. Na dziedzińcu spotyka się również drużyna footballu przed ważnymi rozgrywkami i na świeżym powietrzu dopracowują swoją strategię.
            Claudia siedziała na zimnym murku i wsłuchiwała się w rozmowę chłopców ze swojej paczki. Żwawo dyskutowali o sobotnim meczu Best Crew i Wild Ones. Przez ostatnie dwa lata tylko z nimi drużyna przegrywała. Spotkanie było również ważne z innego powodu. To właśnie na nie zaproszono reprezentantów jednych z lepszych collegów w Ameryce. Jeśli, któryś z uczniów ostatnich klas wpadnie im w oko zostanie o tym poinformowany i może liczyć na stypendium sportowe w szkole, od której dostał wizytówkę. Dziewczyna, jednak nie włączała się w dyskusję. Naprzeciwko nich właśnie odbywało się spotkanie wszystkich footballistów. Starała się nie zwracać uwagi na Kellana, którego wzrok czuła na sobie. Minęły już ponad dwa tygodnie od ich rozstania. Nie odzywali się do siebie, nie rozmawiali, czasami mówili ‘cześć’. Zazwyczaj jednak starali się omijać, żeby z ich spotkania nie wynikła jakaś krępująca sytuacja. Żadne z nich nie wiedziało ‘co dalej’ i nie chciało się nad tym zastanawiać. Teraz obydwoje zachowywali się bardzo podobnie. Spędzali dużo czasu z przyjaciółmi, czym starali się zapomnieć o tym co stało się między nimi. Brown zazwyczaj spotykał się z chłopakami ze swojej paczki, a Clearvage z Sophie i Chuckiem, który nieraz mówił jej, że Kellan, chociaż tego nie okazuje jest naprawdę załamany i ciągle o nią wypytuje. W pobliżu Claudii stara się być wesoły, jednak nie zawsze mu się udaje. Gdy na nią patrzy smutek wypisany ma na twarzy i nie może ukryć go pod marnym, mimo wszystko bladym uśmiechem. Dziewczyna natomiast robi wszystko, żeby nie zawracać sobie głowy ukochanym, którego brak intensywnie odczuwa. Pilnie przygotowuje się do drugoplanowej roli w serialu. Nagrania zaczynają się w najbliższą sobotę, akurat wtedy, kiedy Best Crew będzie grało swój mecz. Clearvage nie mogła pójść mimo tego, że bardzo chciała. To będą pierwsze rozgrywki Kellana, na których się nie pojawi.

            Brunetka siedziała na lekcji chemii wciąż mało zainteresowana tematem. Towarzyszyła jej jak zwykle niezawodna Sophie. Dziewczyny robiły doświadczenie zgodnie ze wskazówkami nauczyciela. Właśnie przelewały płyn z jednej próbówki do drugiej, gdy pedagog polecił otwarcie książki. Claudia sięgnęła ręką do torby i zauważyła brak podręcznika.
           
            Brown właśnie miał trening. Ostatnio odbywały się one nawet podczas lekcji. Zawodnicy, zamiast nauki, biegali po boisku. Niektórym to odpowiadało, niektórym nie. Carter tak bardzo przejął się karierą sportową swoich chłopaków, że nie obchodziło go nic innego. Kellan cieszył się, że nareszcie może się porządnie spocić i zapomnieć o całym świecie. Football zdecydowanie stał się jego pasją i odskocznią od rzeczywistości. Był przekonany, że w przyszłości będzie się z niego utrzymywał.
            Brunet zszedł z boiska i podchodząc do ławki, gdzie leżały rzeczy zawodników zauważył, że nie ma przy sobie telefonu. W obawie, że zgubił, poszedł w stronę głównej części szkoły, żeby sprawdzić w szafce. Korzystając z faktu, że jest na dworze poza zasięgiem trenera, zapalił papierosa. Przez ostatnie dwa tygodnie zdarzało mu się to kilka razy dziennie. Dobrze wiedział, że ma to zgubny wpływ na jego kondycje i zdrowie, ale nie obchodziło go to. Dopóki zajmował się papierosem nie miał czasu na myślenie o Claudii, która mimo wszystko uciążliwie spędzała mu sen z powiek i nawet na chwilę nie chciała opuścić jego umysłu. Chłopak nie mógł przestać na nią patrzeć, gdy była w pobliżu, a myśli o tym, że zerwał kontakt z najbliższą mu osobą, bo taką właśnie jest Clearvage, doprowadzały go do szału. Za wszelką cenę, jednak nie chciał przyznać się do błędu i udawał przed ukochaną, że wszystko w porządku, nawet gdy serce pękało mu z żalu, że na własne życzenie nie może być blisko niej.
            Wchodząc do budynku, Kellan skierował się do miejsca, w którym znajdowały się szafki na rzeczy uczniów. Teraz zaczął zdawać sobie sprawę z wielkości szkoły. Zazwyczaj zatłoczone korytarze wydawały się małe,  teraz natomiast, gdy były puste, sprawiały wrażenie ogromnych. Chłopak nie słyszał niczego oprócz własnych kroków. Dopiero, kiedy skręcił w kierunku przejścia z ustawionymi przy ścianach rzędami szafek ujrzał kogoś na kogo widok szeroko się uśmiechnął.

            Clearvage przeszukała całą półkę w poszukiwaniu podręcznika do chemii. Nigdzie go nie było, ale na wszelki wypadek sprawdziła jeszcze raz. Dlaczego rzeczy, których najbardziej potrzebujemy znikają w najmniej odpowiednim momencie? Wtem dziewczyna usłyszała, że ktoś zmierza w jej kierunku. Wysunęła głowę zza metalowych drzwiczek i oniemiała. Ujrzała chłopaka w spodniach dresowych, utrzymanych w barwach Best Crew i szarej bokserce. Kellan. Zupełnie nie wiedziała jak się zachować. Posłać mu uśmiech, udawać, że nie widzi czy zignorować? Wybrała ostatnią opcję. Z przyśpieszonym biciem serca i wytężonym słuchem, kontynuowała poszukiwania książki, chociaż była jej już ona obojętna. Teraz obchodził ją tylko chłopak, którego czuła coraz bliżej. Czego mógł od niej chcieć? Może porozmawiać i sprawić, żeby wszystko  było tak jak dawniej? To byłoby zdecydowanie najlepsze.

- Cześć – rzucił brunet podchodząc do dziewczyny, a raczej swojej szafki, która znajdowała się tuż obok niej. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że uśmiech, który posłał Claudii w tym momencie, był jednym z najbladszych w jego życiu.
- Cześć – odparła brunetka, czując jak w gardle pojawia jej się ogromna klucha. Zarzuciła sobie, że nie popracowała nad głosem i nie odpowiedziała tonem, jakim zazwyczaj to robiła. Kellan mógł wyczuć, że jest lekko zestresowana. Oprócz tego poczuła się jak kretynka, gdy okazało się, że chłopak przyszedł do swoich rzeczy, a nie do niej, na co liczyła.
            Przez chwilę między nimi zapanowała krępująca cisza. Nigdy wcześniej nic takiego nie miało miejsca, bo zawsze mieli mnóstwo tematów do rozmów. Żadne z nich nie chciało odezwać się pierwsze, jednak po chwili Brown zabrał głos.
- Co u ciebie? – zapytał, zadając najbanalniejsze pytanie jakie przyszło mu do głowy. Jednocześnie miał żal do siebie, że nie wie, co dzieję się w życiu jego ukochanej. Jeszcze niedawno z pewnością nie musiałby o to pytać.
- Wszystko w porządku – oznajmiła i spojrzała na bruneta. Brown wiedział, że dziewczyna kłamie. Znał ją na wylot i był przekonany, że wcale nie jest tak jak mówi. Świadczył o tym ton jej głosu, brak uśmiechu i sposób w jaki na niego patrzyła. W zasadzie nie patrzyła, bo robiła wszystko, żeby ominąć jego wzrok.

            Claudia łgała w żywe oczy. Tak naprawdę nic nie było ‘w porządku’, ale co miała powiedzieć? Że nie umie bez niego żyć? Że każda komórka jej ciała tęskni za mięśniakiem? Że kocha go jak wariatka i za nic w świecie nie chce go stracić? Była przekona, że mimo wszystko, niedługo, będą musieli ze sobą szczerze porozmawiać i jeśli dojdzie do wniosku, że liczy się dla niej tylko on, będzie musiała wyrzucić to z siebie. Jednak tu i teraz to zdecydowanie nie miejsce i czas na coś takiego.
            Dziewczyna spojrzała w oczy ukochanego. Zazwyczaj po wesołych tęczówkach, koloru niebieskiego, stwierdzić można było, że Kellan jest niezmiernie szczęśliwy. Teraz nie biła od nich ta sama beztroska i radość. Przepełnione były smutkiem i bezradnością, której nigdy, nikt by się tam nie spodziewał. Clearvage, jednak dostrzegła tam coś co pozostało bez zmian. Nadal patrzyły na nią opiekuńczym spojrzeniem, z tym samym błyskiem i miłością, co wcześniej. Dało jej to odrobinę nadziei.
- A u ciebie? – zapytała, odrywając wzrok od jego oczu i przenosząc go na szafkę, w której ponownie zaczęła czegoś szukać. Sama nie wiedziała czego. – Przygotowujecie się do meczu?
- Taa – mruknął Brown, jakby do siebie. – Przyjdziesz w sobotę? – szczerze liczył na to, że brunetka potwierdzi swoją obecność. Zawsze, gdy zjawiała się na rozgrywkach miał motywację do tego, żeby grać jak najlepiej. Czuł, że nie może nic spieprzyć, bo Claudia patrzy.
- Nie – odparła i pokręciła przecząco głową, czym wprawiła chłopaka w stan zrezygnowania. Oczywiście nie dał tego po sobie poznać. Dalej uśmiechał się do dziewczyny, jednak kąciki jego ust lekko opadły. – Pamiętasz jak mówiłam ci o mojej roli w  Skinsach*? Podczas meczu mam nagrania – wytłumaczyła, zamykając drzwiczki.
-  Tam, gdzie będą cię gwałcić? – zapytał, dając ukochanej do zrozumienia, że wie o co chodzi.- Na twoim miejscu też wybrałbym serial. Tylko uważaj, bo tym razem mnie nie będzie – Kellan podniósł ręką podkoszulek, ukazując idealnie wyrzeźbiony tors i przejechał palcem po bliźnie, znajdującej się poniżej żeber która została mu, po tym jak obronił dziewczynę właśnie przed gwałtem, a jeden z jej oprawców ‘w nagrodę’ wymierzył mu cios kastetem. Znamię było cienkie i widać je było dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu, jednak Claudia wiedziała co znajduje się w miejscu, które wskazał mięśniak. Nie lubiła oglądać pamiątki z bójki chłopaka, bo dobrze pamiętała, ile bólu sprawiło mu to jedno uderzenie. Obite żebra i podejrzenie pęknięcia śledziony to cena jaką zapłacił za obronę ukochanej.
- Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzę. Jeśli nie, to zadzwonię. – zażartowała, robiąc to pierwszy raz do dwóch tygodni. Równocześnie skrzywiła się patrząc na bliznę. Robiła to podświadomie. Brown, widząc jej reakcję, zakrył tors.
– Baw się dobrze – dodał i wsunął kluczyk w przeznaczoną do tego dziurkę w szafce.
- Ty też – Clearvage posłała mu delikatny uśmiech i zupełnie zapominając o podręczniku, powolnym krokiem zaczęła oddalać się w stronę długiego korytarza, gdzie znajdowała się sala chemiczna.

            Kellan patrzył jak dziewczyna odchodzi. Odkąd ujrzał ją pierwszy raz wydała mu się tak uderzająco piękna, że nie mógł oderwać od niej wzroku. Poruszała się z gracją, a długie, falowane włosy unosiły się i z lekkością opadały na plecy, przy każdym jej ruchu. Chłopaka coś ukłuło. Nie chciał, żeby odeszła. Przynajmniej nie bez pożegnania. Walczył z pragnieniem pójścia za nią, złapania za rękę, przytulenia, pocałowania… Tęsknił za jej dotykiem, zapachem, śmiechem.. Był bez niej nieszczęśliwy. Pluł sobie w brodę, że się rozstali, bo teraz będzie tego żałował  do końca życia. Nawet, jeśli znowu będą razem, co w tej chwili było jego największym marzeniem. Cały czas stał w jednym miejscu i patrzył jak ukochana stawia kolejne kroki, coraz bardziej się od niego oddalając. Musiał zrobić coś, żeby wiedziała, że dalej jest dla niego ważna i najlepsza.
- Claudia! – zawołał, ale nie poruszył się. Brunetka momentalnie się odwróciła, jakby tylko na to czekała. Spojrzała na mięśniaka pytająco z lekko uniesionymi kącikami ust. – Ślicznie wyglądasz – powiedział zgodnie z prawdą i tym, co czuł.
            Dziewczyna pierwszy raz od ponad dwóch tygodni pokazała zęby w szerokim, serdecznym uśmiechu, który skierowała do Kellana.

* musiałam coś wymyślić. ;)

***
Mimo tego, że nic się nie dzieje, podoba mi się ten rozdział. Nie zdradzę jednak co dalej będzie. Chętnie za to posłucham, jak wy sądzicie.  Wrócą do siebie czy nie wrócą? Miłego czytania. :3

Na onecie już dłużej nie wytrzymam. Mam nadzieję, że wybaczycie mi zdradę.